I tak bedzie lepiej

Jeszcze można coś zrobić , coś takiego że życie nabierze sensu , jest jeszcze na to czas.
Przecież to pierwszy dzień z reszty mojego życia.
Codziennie pierwszy.

wtorek, 9 marca 2010

Zapodział mi sie Świat cały

Zapodział mi się gdzieś Świat cały .

Jakoś tak któregoś dnia przychodzę a jego nie ma .
Jak krawat zaginiony przed imprezą albo po . W zasadzie krawaty gubią się ciągle
Może nie ciągle, ale na pewno, gdy są potrzebne. Tak jak wycieraczki w samochodzie psują się tylko wtedy, gdy pada deszcz. No, ale krawat jest malutki a Świat taki ogromny. Gdzieżby można było go szukać. W szafce pod telewizorem są płyty jeszcze analogowe. Jak nie wiecie co to takiego to narysuje. Są bardzo podobne do rysunku Świata, ale mniejsze. I nie są kulą. Ale maja równiutką dziurkę w samym środeczku, żeby nałożyć na kręcący się talerzyk i żeby grały ładnie. Ta dziurka w samym środeczku jest bardzo ważna. Słyszałem taka historię; jedna artystka śpiewaczka chciała nagrać płytę, tę analogową, bo innych wtedy nie było. A żeby wszystko było cacy i płyta była śliczna przespała się ze wszystkimi i z reżyserem dźwięku i z tym, co mikrofony ustawia i z wydawcą. Niestety nie przespała się z tym gościem, co robi dziurki w płytach. Może nawet nie wiedziała o jego istnieniu a już do głowy by jej nie przyszło, że może to mieć jakikolwiek wpływ na doskonałość jej twórczości. Ale tu się myliła. Facet się obraził i zrobił dziurki nie centrycznie i z płyty się centryfuga zrobiła. I co. Cała robota tej pani na nic. Zaniedbała błahy jak jej się wydawało element, który jednak miał decydujący wpływ na jej karierę piosenkarska. No, ale Świata w tej szafce nie ma. Z większych mebli mam w domu tylko szafę wnękową, która sam zrobiłem, ale tam jest tyle bambetli,że już koszule się nie mieszczą a co dopiero taki wielki Świat. Właściwie to chyba w domu go nie ma. E jeszcze poszukam. Dziś szedłem z parku – wspominam sobie szukając w kuchni – do domu, gdy na chodniku zobaczyłem dziwny nieregularny kształt. Tak jakoś skojarzyło mi się z rozdeptanym pisklęciem, które wypadło z gniazda i leży tu już bardzo długo takie wyschnięte. Coś jednak nie dawało mi spokoju, więc podszedłem bliżej, aby się przyjrzeć, mieć pewność. Ale to nie było pisklę nieopierzone. To było czyjeś nieżywe życie. Takie zwykłe zmarnowane, wyrzucone na chodnik, nikomu niepotrzebne życie. Bardzo mnie to zasmuciło, że ktoś tak okrutnie postąpił. Przecież życie to życie. Trzeba je szanować jak jest zdrowe i godnie się z nim rozstać jak już nie jest potrzebne nikomu. Ale żeby tak na chodnik, chyłkiem przechodząc się go pozbyć. Przecież może, komu innemu by się przydało. Dbałby o nie, szanował, chuchał i dmuchał. To chyba był jakiś okrutnik. A może miał powód? Z trawnika wziąłem patyczek, którym przewróciłem życie na druga stronę. Była tam mała kieszonka. Wyjąłem z niej karteczkę malusieńką. Dopiero w domu przy pomocy szkła powiększającego przeczytałem, co było na niej napisane. A był to jakiś niedokończony wiersz:
,,Jeśli chcesz to idź, jeśli nie chcesz trwać
Ty miłości moja idź już kurwa mać
Ty miłości moja wiecznie upragniona
Jeśli chcesz to idź, jeśli nie chcesz trwać,,
No tak znów miłość nieszczęśliwa powodem depresji i śmiertelnego zejścia jakiegoś życia, co nie potrafiło sobie dąć rady z tym uczuciem. Zakopałem nieżywe życie w dołku, który wykopałem przy pomocy znalezionego patyczka. Niech sobie tam leży w spokoju. Całą już kuchnię przeszukałem i nic.
Świata tu też nie ma.
I tak nie daje mi spokoju nieżywe życie, dziurka w środku płyty i ten Świat, który się gdzieś zapodział. Bardzo się tym wszystkim zmęczyłem, bo przyznacie, że na jeden dzień to sporo.
A zrobił się wieczór bezchmurny.
Popatrzyłem w gwiazdy. Jejku ile ich tam jest. Całe mnóstwo. Tam by mógł się Świat zapodziać i nikt by go nigdy nie znalazł. Galaktyki, mgławice, systemy słoneczne i czego tam jeszcze nie ma. Mam taka lunetę plastikową to zobaczę. Przyłożyłem okular do oka i patrzę. Kropki tylko trochę większe się zrobiły.
Mało, co widać ogromu Wszechświata. Dziś już chyba nici z poszukiwań. Może mi się przyśni ten świat zapodziany a może wstanę rano i wszystko będzie na miejscu tak jak zwykle. Butelka z mlekiem przed drzwiami, gazeta w skrzynce na listy, słońce na wschodzie, śmierdzące powietrze wszędzie. Może nie trzeba go szukać. Może on tu ciągle jest tylko tak mi spowszedniał, iż go nie zauważam wcale. Może trzeba spojrzeć pod innym kątem, z jakiejś perspektywy jeszcze mi nie znanej. Trzeba poszukać sposobu wymyśleć jakąś metodę nowatorska, aby dojrzeć go od razu jak się tylko wstanie z łóżka rano. Docenić walory. Cieszyć się z małych albo bardzo małych przyjemności i darów losu.
Przecież może być tak, że Świat nie występuje tak nagminnie jak trawa czy bławatki i trzeba włożyć trochę wysiłku, aby go zobaczyć, poczuć i korzystać z wszelkich dogodności z tym związanych.
Bo Świat pewnie jest w każdym z nas.
W każdym z nas inny, osobny, indywidualny, jedyny, niepowtarzalny i tylko nasz.

I to jest piękne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz