I tak bedzie lepiej

Jeszcze można coś zrobić , coś takiego że życie nabierze sensu , jest jeszcze na to czas.
Przecież to pierwszy dzień z reszty mojego życia.
Codziennie pierwszy.

piątek, 19 marca 2010

Jeszcze śnieg leży

Czasem jest to przygnębiające taki brudny śnieg .
facet nie przyszedł na spotkanie więc mam godzinkę.
Chyba kawy zrobię i muzyki trochę posłucham, mam straszne zaległości w książkach i muzyce.

wtorek, 9 marca 2010

Rzecz o miejscu

Wiejska chałupa, żuraw na podwórzu przy drewnianej studni, w której woda z głębin ziemi czysta i zimna i dobra.. Zasuszone kwiaty pod powałą drewnianą z bali grubych, solidnych zrobionej.
Zsiadłe mleko z kartoflami i koperkiem jem siedząc na przyzbie i obserwuję jak pies goni kurę albo krowa nie dojona muczy dopominając się swoich praw.
A górze jaskółki furgają, patrzę czy nisko czy wysoko.
Będzie pogoda.
Na strychu pod słomianą strzechą worki lniane wiszą z ziołami różnymi. Większość jednak lipa suszona stanowi. Na herbatę, gdy się ktoś przeziębi.
Dlatego dużo.
Zapachy mieszają się. Mięta z dziurawcem i lipowym kwiatem i innymi wonnościami.
Jest też woreczek grzybów suszonych prawdziwych do bigosu, sosów, ale w szczególności do wigilijnej zupy.
Przydadzą się gdy przyjdzie zimy zawierucha chociażby jako wspomnienie zielonego lasu.
Na łące też pachnie.
Skoszone siano w kopy pozbierane schnie, bo i deszczu jakoś latoś mało. To dobrze, nic się nie zmarnuje.
I koń i koza będą miały co jeść przez całą zimę.
Gdy leżę w chwili wytchnienia na trawie nieskoszonej jeszcze i patrzę na chmury jak Dyzio marzyciel, myślę, jaki ten świat jest piękny i taki wielki, że ludzki rozum nie obejmie go rozumem. I taki zarazem prosty, logiczny. Ale tylko wtedy, gdy potrafię się cieszyć prostymi sprawami i rzeczami.
Taka przyroda na przykład, jaka mądra i regularna. Pory roku po sobie następują od zawsze w tej samej kolejności poukładane. Dopóki człowiek oczywiście nie stał się taki zarozumiały i wszystkiego nie spieprzył. Tymi swoimi atomami, zarozumialstwem i chytrością wielką, pazernością jakąś okropną, niepojętą dla tych, którzy chcą rano witać dzień a wieczorem spokojnie, po zrobieniu, co do nich należy, położyć się na zasłużony odpoczynek.
Bo co to ta cywilizacja.
Większe już były i ich nie ma.
Czerpać radość z prostych rzeczy, prostych spraw i wydarzeń.
Że słońce wschodzi i zachodzi, że zboże rośnie a z jego kłosów będzie chleb i słodki kołacz na święta, że liście z pączków staja się zielone a gdy przyjdzie pora jesieni to mienią się różnymi kolorami, że deszcz pada, aby ziemi i roślinom dać życie a po deszczu tęcza rozkwita nad horyzontem całym, aby wszyscy zrozumieli, jakie piękne kolory ma świat.
Nie wszyscy to rozumieją.
W chlebowym piecu, który stoi w izbie piecze się chleb.
Na liściach chrzanu leżą jeszcze nie wypieczone bochny, piękne jeszcze jasne, pachnące drożdżami i sytością. Gdy się upieką a żar jeszcze nie wygaśnie z resztek ciasta zarobionego w trudzie w dębowej dzieży upieką się łopaciaki z serem. Pyszne i ciepłe.
A na chlebowym piecu przy kominie na kożuchu starym, co dziadka pamięta jeszcze śpi kocur czarny pomrukując cicho. Tak mu dobrze, tak mu ciepło i tak mruczno. Może śni mu się miska pełna mleka, która nigdy nie jest pusta?
W kącie izby stoi kołowrotek, który miejsce to zajął lata całe temu, gdy w wieczór cichy zimowy kobiety przędły nić wełnianą.
I tak pozostał.
Jak masielnica nieczęsto używana, stojąca obok pieca jak by w pogotowiu, gotowa w każdej chwili do działania, jeśli znajdzie się tylko śmietana odpowiednio gęsta i ochocza ręka, która zechce ją przywołać do życia?
Stare sprzęty, niezawodne.
Tak jak prasa do wyciskania serwatki, która teraz służy jako taboret, ale gdy będzie trzeba to zaraz, to z ochotą.
Na ścianie nad łóżkiem drewnianym, które siennik jeszcze wyściela a pierzyny okrywają, wisi obraz Święty.
Pan Jezus na łódce jezioro przemierza.
Wisiał tu ten obraz już chyba za Wilhelma Cesarza. I wisieć pewnie będzie póki starczy życia. Na przeciwnej ścianie pomiędzy oknami monidło wisi zaraz powojenne
Niczego nie przypomina a już najmniej pary młodej, którą przypominać miało.
Artysta lanszafciarz dbał bardziej o swoją kasę, którą brał z góry, niż o podobieństwo wierne młodej pary, którą spotkał na niedzielnym odpuście. Dawno, dawno temu.
Ale niech wisi. Nikomu nie przeszkadza. Jest częścią tego domu od lat. Przywodzi na myśl dawnych jej mieszkańców.
A że kicz ?
Nie szkodzi.
Jelenie na rykowisku w formie makatki wyszywanej nad wiadrami z wodą, sztuczne kwiatki w wazonie, trójwymiarowy obraz Matki Boskiej made in Hong Kong akurat w tym miejscu maja swój urok i znaczenie.
W komodzie bogato zdobionej, w jej przepastnym wnętrzu, natrafiłem na rzeczy do wehikułu czasu podobne.
Fotografie stare, pożółkłe całkiem. Niektóre czarnym klejem do albumu wklejone. Niektóre powiązane w paczuszki wstążką.
Na fotografiach ludzie w różnych okolicznościach w kadrze zatrzymani. A to ślub, a to wesele. Również pogrzeby. Taka kolej rzeczy. Mężczyźni długowąsi kobiety w chustach i pasiastych spódnicach. Przy stołach, za stodołą i przy zwózce siana. A wśród dorosłych dzieci się krzątają roześmiane. Radosne małe buźki. Już pewnie zakończyły podróż po tym świecie. Zdążyły wyrosnąć, wydorośleć, mieć własne dzieci. Miały własne dorosłe kłopoty i własne radości. Miały swój czas na ziemi.
Teraz trwają na tych fotografiach. To ich nieśmiertelność. Dopóki papier wytrzyma.
I dopóki będzie ktoś, kto będzie chciał fotografie te oglądać. I zamyśli się nad nimi.
Dopóty będą żyli.
To moje obejście ten mój świat cały z sadem za stodołą, drogą wysadzaną wierzbami rosochatymi, strumyczkiem niedaleko, aby z górki zlecieć.
Z łąkami pełnymi ziół rozmaitych. Z zapachem słońca, miodu i powietrza.
To moje obejście, moje marzenie. Jest na pewno. Tylko jeszcze w nim nie byłem. Tylko szukam go jeszcze. Tylko krok i będzie.
Ale się dziś narozmyślałem. Ale nafilozofowałem jak jakiś Ainsztain uczony a robota czeka.
Trzeba iść koniowi podać obroku i kozę wydoić, bo zaraz przyjdzie sąsiadka po obiecane mleko.

Zapodział mi sie Świat cały

Zapodział mi się gdzieś Świat cały .

Jakoś tak któregoś dnia przychodzę a jego nie ma .
Jak krawat zaginiony przed imprezą albo po . W zasadzie krawaty gubią się ciągle
Może nie ciągle, ale na pewno, gdy są potrzebne. Tak jak wycieraczki w samochodzie psują się tylko wtedy, gdy pada deszcz. No, ale krawat jest malutki a Świat taki ogromny. Gdzieżby można było go szukać. W szafce pod telewizorem są płyty jeszcze analogowe. Jak nie wiecie co to takiego to narysuje. Są bardzo podobne do rysunku Świata, ale mniejsze. I nie są kulą. Ale maja równiutką dziurkę w samym środeczku, żeby nałożyć na kręcący się talerzyk i żeby grały ładnie. Ta dziurka w samym środeczku jest bardzo ważna. Słyszałem taka historię; jedna artystka śpiewaczka chciała nagrać płytę, tę analogową, bo innych wtedy nie było. A żeby wszystko było cacy i płyta była śliczna przespała się ze wszystkimi i z reżyserem dźwięku i z tym, co mikrofony ustawia i z wydawcą. Niestety nie przespała się z tym gościem, co robi dziurki w płytach. Może nawet nie wiedziała o jego istnieniu a już do głowy by jej nie przyszło, że może to mieć jakikolwiek wpływ na doskonałość jej twórczości. Ale tu się myliła. Facet się obraził i zrobił dziurki nie centrycznie i z płyty się centryfuga zrobiła. I co. Cała robota tej pani na nic. Zaniedbała błahy jak jej się wydawało element, który jednak miał decydujący wpływ na jej karierę piosenkarska. No, ale Świata w tej szafce nie ma. Z większych mebli mam w domu tylko szafę wnękową, która sam zrobiłem, ale tam jest tyle bambetli,że już koszule się nie mieszczą a co dopiero taki wielki Świat. Właściwie to chyba w domu go nie ma. E jeszcze poszukam. Dziś szedłem z parku – wspominam sobie szukając w kuchni – do domu, gdy na chodniku zobaczyłem dziwny nieregularny kształt. Tak jakoś skojarzyło mi się z rozdeptanym pisklęciem, które wypadło z gniazda i leży tu już bardzo długo takie wyschnięte. Coś jednak nie dawało mi spokoju, więc podszedłem bliżej, aby się przyjrzeć, mieć pewność. Ale to nie było pisklę nieopierzone. To było czyjeś nieżywe życie. Takie zwykłe zmarnowane, wyrzucone na chodnik, nikomu niepotrzebne życie. Bardzo mnie to zasmuciło, że ktoś tak okrutnie postąpił. Przecież życie to życie. Trzeba je szanować jak jest zdrowe i godnie się z nim rozstać jak już nie jest potrzebne nikomu. Ale żeby tak na chodnik, chyłkiem przechodząc się go pozbyć. Przecież może, komu innemu by się przydało. Dbałby o nie, szanował, chuchał i dmuchał. To chyba był jakiś okrutnik. A może miał powód? Z trawnika wziąłem patyczek, którym przewróciłem życie na druga stronę. Była tam mała kieszonka. Wyjąłem z niej karteczkę malusieńką. Dopiero w domu przy pomocy szkła powiększającego przeczytałem, co było na niej napisane. A był to jakiś niedokończony wiersz:
,,Jeśli chcesz to idź, jeśli nie chcesz trwać
Ty miłości moja idź już kurwa mać
Ty miłości moja wiecznie upragniona
Jeśli chcesz to idź, jeśli nie chcesz trwać,,
No tak znów miłość nieszczęśliwa powodem depresji i śmiertelnego zejścia jakiegoś życia, co nie potrafiło sobie dąć rady z tym uczuciem. Zakopałem nieżywe życie w dołku, który wykopałem przy pomocy znalezionego patyczka. Niech sobie tam leży w spokoju. Całą już kuchnię przeszukałem i nic.
Świata tu też nie ma.
I tak nie daje mi spokoju nieżywe życie, dziurka w środku płyty i ten Świat, który się gdzieś zapodział. Bardzo się tym wszystkim zmęczyłem, bo przyznacie, że na jeden dzień to sporo.
A zrobił się wieczór bezchmurny.
Popatrzyłem w gwiazdy. Jejku ile ich tam jest. Całe mnóstwo. Tam by mógł się Świat zapodziać i nikt by go nigdy nie znalazł. Galaktyki, mgławice, systemy słoneczne i czego tam jeszcze nie ma. Mam taka lunetę plastikową to zobaczę. Przyłożyłem okular do oka i patrzę. Kropki tylko trochę większe się zrobiły.
Mało, co widać ogromu Wszechświata. Dziś już chyba nici z poszukiwań. Może mi się przyśni ten świat zapodziany a może wstanę rano i wszystko będzie na miejscu tak jak zwykle. Butelka z mlekiem przed drzwiami, gazeta w skrzynce na listy, słońce na wschodzie, śmierdzące powietrze wszędzie. Może nie trzeba go szukać. Może on tu ciągle jest tylko tak mi spowszedniał, iż go nie zauważam wcale. Może trzeba spojrzeć pod innym kątem, z jakiejś perspektywy jeszcze mi nie znanej. Trzeba poszukać sposobu wymyśleć jakąś metodę nowatorska, aby dojrzeć go od razu jak się tylko wstanie z łóżka rano. Docenić walory. Cieszyć się z małych albo bardzo małych przyjemności i darów losu.
Przecież może być tak, że Świat nie występuje tak nagminnie jak trawa czy bławatki i trzeba włożyć trochę wysiłku, aby go zobaczyć, poczuć i korzystać z wszelkich dogodności z tym związanych.
Bo Świat pewnie jest w każdym z nas.
W każdym z nas inny, osobny, indywidualny, jedyny, niepowtarzalny i tylko nasz.

I to jest piękne.

Najważniejsze to zacząć

Tak jak we wszystkim co w życiu się robi tak i tu najważniejszy jest pierwszy krok.
I nie dla potomności tylko tak , dla siebie raczej , żeby się wygadać do komputera .
Takie widać czasy przyszły i albo trzeba się dostosować albo albo w jakiej głuszy zaszyć .